Bitwa pod Grunwaldem 1410

    
INNE Fotoreportaże

Bitwa pod Grunwaldem 1410
nie tylko bitwa


600-lecie bitwy
pod Grunwaldem


Grunwald 2010

Bitwa pod Grunwaldem

Grunwald Przed bitwš Grunwald
Przed bitwš


- Grunwald
Pierwsze starcie


- Grunwald
Jagiełło w niebezpieczeństwie


- Grunwald
Mistrz pruski Ulryk padł


- Grunwald
Nie tylko bitwa







Baterie
Akumulatory
do aparatów
cyfrowych, kamer
i notebook-ów







Strony internetowe
Witryny CMS dla firm


15 lipca 2006 - w rocznicę Bitwy pod Grunwaldem spotkały się w obozach namiotowych bractwa rycerskie z Polski i Europy
Przybyli Białorusini, Litwini, Rosjanie, Włosi, Niemcy ...
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald 2006 Grunwald 2006
Grunwald na wesoło

Przed bitwą pod Grunwaldem spotykają się obie armie.
Zadowoleni z tego, że się wzajemnie odnaleźli urządzają imprezę.
W krzyżackim obozie wszyscy popijają, służba dwoi się i troi aby nadążyć z dostrczaniem miodu pitnego...
sytuacja trwa kilka dni.
Pewnego poranka budzi się wielki Mistrz Ulryk von Jungingen,
odbierając podawany mu kielich, pyta sługi:
- Co to my dzisiaj mamy?
- Dzisiaj ma być bitwa Wielki Mistrzu...
- O żesz ... - powiedział skacowany Mistrz przecierając twarz.



Gdy już po paru głębszych Mistrz zaczął kontaktować,
doszedł do wniosku, że zamiast wymordowywać się wzajemnie można by
wystawić do walki po jednym rycerzu z obu stron, i wygra ta strona której rycerz zwycięży.
Nie będzie musiało tylu ginąć. Jak pomyślał tak zrobił.
Wysłali więc kolesia z dwoma mieczami (czy dwóch gości z jednym mieczem?)
z poselstwem do Polaków. A tam... balanga na całego! Trzeba znaleźć Jagiełłę!
Po pewnym czasie odnaleźli Go w końcu wielce umęczonego szlachetnym trunkiem w stogu siana.
Przystał na wszystko co mu powiedzieli...
Teraz trzeba wybrać odważnego do walki.
Krzyżacy nie mieli z tym większego problemu - wybrali oczywiście Zygfryda de Loewe
- najmężniejszego z mężnych.
Był to rycerz z drewna nie strugany, 3,80 wzrostu, 2,40 w barach.
Teraz trzeba znaleźć dla niego konia.
Niestety jakiego by nie przyprowadzili, to albo się załamywał
albo Zygfryd kolanami o ziemię szorował... Sytuacja beznadziejna.
Na szczęście Wielki Mistrz miał znajomości u Hannibala.
- Masz tu ode mnie tego Słoniokonia - na pewno będzie dobry.
Rzeczywiście, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykał!
Kolejny problem to miecz: szukają i szukają ale żaden nie jest dobry.
Największy miecz jaki znaleźli w całych Prusach to Zygfryd w trzech palcach trzymał!
To przecież bez sensu! Poszli więc do kowala aby wykuł odpowiednie oręże.
Kowal wykuł najpotężniejszy miecz jaki istniał - siedmiometrowy!
Zygfryd zważył go w ręku, jak machnął to za jednym zamachem ściął 14 dębów!
No tym to mogę walczyć! Pozostała jeszcze zbroja.
Jakiej by nie znaleźli to albo za mała albo jakaś taka lekka...
Ostatecznie stary znajomy kowal wykuł odpowiednią zbroję dla Zygfryda.
Niesamowita płytówka - pasowała jak ulał, zdobiona złotem
i nader wszystko wytrzymała. Zygfryd był gotowy do walki.
Tymczasem w obozie Polaków ten sam problem.
Jagiełło szuka ochotnika, ale nikt się nie zgłasza.
Król postanawia wziąć ich sposobem - polewa dodatkową porcję miodu
(wiele razy), niestety nawet totalnie znietrzeźwieni nie chcieli walczyć.
Jagiełło poszedł do starego druha - Zawiszy Czarnego.
Niestety ten nie był skory do opuszczania domu.
- Ubrudzę się tylko, jeszcze może mi się coś stać... daj mi spokój.
Kolejny był Maćko z Bogdańca - ale ten również nie był chętny.
- Tu Jagienka na mnie czeka, a ja się będę gdzieś po jakiś polach
bitwy chędożył? Nie ma mowy!
Następny Jurand
- ale ten okaleczony okrutnie...!
- TRAGEDIA!
Załamany Król wziął sznur i poszedł do lasu się powiesić.
Idzie i nagle widzi: jakiś kurdupel - metr dwadzieścia -
konus taki, ubrany w marną skórzaną kurteczkę, z zardzewiałą szablą u pasa,
opiera się o drzewo, oleum do głowy tak mu uderzyło że wisi niczym worek, spawa.
U Króla pojawiła się iskierka nadziei, takie małe światełko w tunelu.
Podchodzi i pyta czy ten się zgłosi.
No pewnie - odpowiedział totalnie urżnięty głos.
Nie był w stanie powiedzieć nic więcej.
Teraz trzeba go uposażyć. I tu problem.
Jakiego konia by nie znaleźli, to dla niego olbrzym.
Nie utrzymałby go nawet. Trudno nie dostanie.
Teraz miecz. Niestety nawet najmniejszego nie był w stanie unieść.
Wyluzowali. Jeszcze zbroja.
Ale jakiej by nie przynieśli to dla naszego bohatera jak dom wielka
- niezłą balangę by mógł w środku urządzać.
Dali sobie siana. Zostawili mu tylko to co miał -
cienką skórę i przerdzewiałą szabelkę.
Na koniec poprosili tylko o jedno:
- Po wszystkim możesz robić co chcesz,
ale w dzień bitwy, na Boga, przyjdź trzeźwy!
Słońce wzeszło, obie armie stoją na przeciwko siebie.
Z szeregu krzyżackiego wyłania się wspaniały rycerz.
Ale gdzie Polak??? Szukają go i szukają,
w końcu znaleźli - oczywiście natrąbkowany gorzałeczką jak dzwonek.
Mimo to tanio skóry nie sprzedamy (inna sprawa że wyjścia już nie było).
Cucą go i wypychają.
Na ugiętych nogach zataczając się wychodzi na pole bitwy.
Naprzeciw niemu wielki Zygfryd de Loewe w błyszczącej złotem zbroi,
z wyrąbistym mieczem, na potężnym słoniokoniu.
Spina wierzchowca i rusza do ataku.
Pędzi z ogromną prędkością, ziemia drży pod kopytami słoniokonia,
drugie słońce błyszczy na złotej piersi Zygfryda
(wielki miecz zasłania to pierwsze).
Jagiełło wytrzeźwiał natychmiast i pojął co zrobił.
- Ja niemogę! Przecież on zaraz zmiażdży naszego i wpadnie w nas
- rozniesie nas w puch. Jesteśmy już martwi!
pomyślał zasłaniając twarz
- W NOGI, W NOGI!, W NOGI!!!
krzyczy Król i wszyscy dają dyla gdzie popadnie.
Zygfryd de Loewe na swym słoniokoniu wpada na kurdupla Polaka
- huk trzask, uniósł się tylko kurz i dym...
Wielki Mistrz podjeżdża na miejsce potyczki
aby pogratulować swojemu zwycięstwa.
Kurz opada, a tu straszny widok:
Słoniokoń leży z obciętymi nogami,
paręnaście metrów dalej Zygfryd (całe piszczele ma pokrwawione),
a Polak stoi niewzruszony opierając się o szablę i mówi:
Gdyby nie było "w nogi", to byś już leżał trupem ...



INNE Fotoreportaże


                                    INNE

Napisz do nas                  Cofnij do strony głównej                  Cofnij do góry                  Copyright © AD1410 by Ave-r