Zgodnie z tradycją 15 lipca 2006 - w rocznicę Bitwy pod Grunwaldem odbyła się inscenizacja bitwy pod Grunwaldem.
W imprezie uczestniczyło ponad 80.000 widzów a w bitwie wzięło udział około 1.500 rycerzy z całej Europy.
Pokaz uroczystym wystrzałem z historycznej armaty otworzył minister R. Sikorski.
15 lipca 2006 - przygotowania do Bitwy pod Grunwaldem
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Jan Długosz (1415-1480) średniowieczny autor łacińskich Roczników /Kronik sławnego Królestwa Polskiego/, obejmujących dzieje
Polski od początków do roku 1480 pozostawił najszerszy opis bitwy.
Przed bitwą W poniedziałek 14 lipca, chociaż król polski postanowił przesunąć obóz
wojska, pozostał jednak przez ten dzień na tym samym postoju z tego jedynie względu, żeby zebrać resztki
rzeczy i żywności ukryte w piwnicach i podziemnych schowkach miasta Dąbrówna.
Zatrzymawszy mnichów krzyżackich oraz miejscową szlachtę i ludność,
wypuścił z niewoli wszystkich mieszkańców miasta, lud i chłopów.
Następna noc upłynęła w obozie królewskim spokojnie. Zupełnie inaczej wyglądała ona w wojsku krzyżackim.
Silny bowiem wiatr bijąc we wszystkie namioty powywracał je i Krzyżacy spędzili noc częściowo bezsennie.
Tej nocy księżyc, który wówczas był w pełni, przedstawiał niezwykły
widok i przepowiadał królowi zwycięstwo, co potwierdziły w pełni wydarzenia dnia następnego.
Ludzie bowiem, widzieli na tarczy księżycowej ostrą niekiedy
walkę między królem z jednej strony a mnichem z drugiej.
W końcu jednak mnich, pokonany
przez króla i zrzucony z tarczy księżycowej, spadł szybko w dół.
To dziwne zjawisko,
o którym raz po raz mówiono następnego dnia, potwierdziło świadectwo kapelana królewskiego
Bartłomieja z Kłobucka, który twierdził, że własnymi oczyma oglądał to widzenie.
Nadto krążyło opowiadanie żołnierzy z wojska
krzyżackiego powtarzane z namysłem i nie zaczerpnięte z plotek, ale całkowicie pewne,
że nazajutrz przez cały czas trwania bitwy widzieli nad wojskiem polskim czcigodną
postać ubraną w szaty biskupie, która udzielała walczącym Polakom błogosławieństwa,
ustawicznie dodawała im sił i obiecywała im pewne zwycięstwo. Ogłoszono to za wróżbę,
która zapowiadała niewątpliwe przyszłe zwycięstwo króla.
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Wojska królewskie rozbijają obóz na polach grunwaldzkich We wtorek 15 lipca, król polski Władysław postanowił wysłuchać
mszy o świcie w miejscu postoju, to jednak wskutek gwałtownego wiatru nie można było
rozpiąć namiotu. Kiedy więc w skutek wiatru nie można było ustawić namiotu królewskiego przeznaczonego
na kaplicę, za radą wielkiego księcia Aleksandra król rusza spod Dąbrówna.
Przemierzywszy odległość dwu mil, na której wokół płonęły wsie wrogów,
po przybyciu na mające być wsławione przyszłą bitwą pola wsi Stębarku i Grunwaldu
kazał rozbić obóz wśród krzaków i gajów, których tutaj było mnóstwo. Namiot z kaplicą
polecił umieścić na wzgórzu od strony jeziora Lubań zamierzając wysłuchać mszy w czasie,
gdy wojsko zajmowało się rozbijaniem obozu. Mistrz pruski Ulryk von Jungingen przybył już do
wioski Grunwald, którą miał wsławić swą klęską, ale mimo że przebywał w pobliżu, zwiadowcy
królewscy nie wiedzieli jeszcze o nim. Kiedy więc rozpięto namiot z kaplicą, a król spieszył,
żeby wysłuchać mszy, przybył rycerz Hanek z Chełmu, herbu Ostoja donosząc, że widział wojsko
wroga na parę kroków od siebie. Kiedy zaś król zapytał, jak dużo ich jest, odpowiedział,
że widział tylko jedną ich chorągiew i że pobiegł natychmiast, by donieść o ich przybyciu.
Kiedy on jeszcze mówił, przybył rycerz z domu Oksza Dziersław Włostowski i twierdził,
że on widział dwie chorągwie wrogów. Gdy ten jeszcze nie skończył mówić, przybył trzeci,
a za nim czwarty, piąty i szósty zgodnie donosząc, że gotowe do walki oddziały wrogów są w pobliżu.
Król Władysław zupełnie nie poruszony tak nagłym nadejściem nieprzyjaciół i to tak blisko,
uznawszy za rzecz najważniejszą najpierw oddać cześć Bogu, a potem zająć się wojną,
po przybyciu do kaplicy wysłuchał bardzo pobożnie dwu mszy.
Prosząc o pomoc niebios z większą niż zwykle
pobożnością modlił się w czasie mszy. I nie poprzestając na tym, padłszy na kolana i przez długi
czas trwając na modlitwie, prosił Pana niebios, żeby ta wyprawa była pomyślna dla niego i dla jego
wojska i by mając zapewnione powodzenie odniósł pełne zwycięstwo nad wrogiem. I chociaż
wielki książę litewski, naciskał na króla Władysława
by poniechawszy mszy i modłów, wstał i szybko podążył do walki, ponieważ wojsko wroga gotowe
do boju już przez jakiś czas oczekuje nań i byłoby rzeczą niebezpieczną, gdyby wdarłszy się do obozu,
pierwsze wszczęło walkę.
Żadne jednak prośby ani błagania nie mogły króla oderwać od mszy i modlitwy, dopóki jej nie skończył.
A wrogie wojsko pruskie choć słabsze, ale uzbrojone i gotowe do walki, byłoby odniosło
zwycięstwo albo przynajmniej zadało wojsku królewskiemu znaczną klęskę, gdyby było jak
najszybciej zaatakowało nieuzbrojone i nie przestrzegające zasad ostrożności wojsko
królewskie w nieładzie zajęte rozbijaniem obozu. Krzyżacy uznawszy jednak,
że wojsko króla zatrzymało się wśród gajów i krzaków nie przypadkiem, ale celowo i że
wciąga ich w zasadzkę, szczęściem z samego strachu przed królem powstrzymali się od
zaatakowania wojska królewskiego, dopóki wszyscy nie stanęli w szeregach i chorągwiach.
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Mistrz krzyżacki Ulryk von Jungingen, w chwili gdy zobaczył, że wojska królewskie i jego
zgromadziły się w wielkiej masie i stoją w oddziałach i szeregach gotowe do walki,
zadrżał z lęku przed godziną decydującej walki.
Pewność siebie, która w nim wbrew zasadom
rozsądku dochodziła do pychy, zmieniła się w troskę.
Usunąwszy się w ustronne miejsce nie
tylko pogrążył się w smutku, ale zaczął lać obficie łzy.
Nie podobało się jego komturom.
Komtur elbląski Werner Tettingen, karci go publicznie i napomina, by zachowywał się jak mężczyzna,
a nie jak kobieta i by swoim rycerzom,
którzy oczekują od niego hasła do walki, dał przykład raczej dziarskości niż tchórzostwa.
Mistrz Ulryk znosząc z pokorą to skarcenie odpowiada, że łzy, które publicznie wszyscy widzieli,
wylał nie z jakiegoś tchórzostwa lub bojaźni, ale z przywiązania i z prawdziwego ubolewania
nad tym, że w czasie piastowania godności mistrza i sprawowania rządów przez niego ma być
wylane tyle krwi chrześcijańskiej, a jak dużo, to może sobie świetnie wyobrazić,
chociaż jej jeszcze nie ma przed oczami.
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Wielki mistrz przesyła królowi dwa miecze. Podkanclerzy Królestwa Polskiego Mikołaj, przyjąwszy zlecenie królewskie, udał się wcześniej do
taborów, król zaś zamierzał włożyć hełm i ruszyć do boju. Nagle zostaje zapowiedzianych dwu heroldów
prowadzonych pod osłoną rycerzy polskich celem uniknięcia zaczepek. Jeden z nich, króla rzymskiego,
miał w herbie czarnego orła na złotym polu, a drugi, księcia szczecińskiego, czerwonego gryfa na białym polu.
Wyszli oni z wojska wrogów niosąc w rękach obnażone miecze, bez pochew.
Wysłał ich do króla Władysława mistrz pruski Ulryk.
Ci oddawszy jako tako honory królowi przedstawiają treść
swego poselstwa po niemiecku (Jan Mężyk służył za tłumacza) w następujących słowach:
"Najjaśniejszy królu! Wielki mistrz pruski Ulryk posyła tobie i twojemu bratu
(pominęli imię Aleksandra i tytuł księcia) przez nas tu obecnych posłów dwa miecze,
ku pomocy, byś z nim i z jego wojskami mniej się ociągał i odważniej, niż to okazujesz,
walczył, a także żebyś się dalej nie chował i pozostając dalej w lasach i gajach,
nie odwlekał dalej walki. Jeżeli zaś uważasz, że masz zbyt ciasną przestrzeń do rozwinięcia szeregów,
mistrz pruski Ulryk, by cię przynęcić do walki, ustąpi ci, jak daleko chcesz, z równiny,
którą zajął swoim wojskiem, albo wreszcie wybierz jakiekolwiek pole bitwy,
byś tylko dalej nie odwlekał walki".
Król Władysław, wysłuchawszy pełnych pychy i
zuchwalstwa słów posłów krzyżackich, przyjął miecze z ich rąk i bez gniewu i jakichkolwiek niechęci,
lecz zalany łzami odpowiada heroldom bez namysłu, z dziwną tylko, jakby z nieba daną pokorą,
cierpliwością i skromnością. "Chociaż - rzecze - nie potrzebuje mieczów mych wrogów, bo mam w
mym wojsku wystarczającą ich ilość, w imię Boga jednak dla uzyskania większej pomocy, opieki i
obrony w mej słusznej sprawie przyjmuję tę dwa miecze przyniesione przez was, a przysłane
przez wrogów pragnących krwi i zguby mojej oraz mego wojska. Do Niego się zwrócę jako
najsprawiedliwszego mściciela pychy, która jest nie do zniesienia, do Jego Rodzicielki
Panny Marii oraz patronów moich i mojego Królestwa: Stanisława, Wojciecha, Wacława,
Floriana i Jadwigi i będę ich prosił, by obrócili swój gniew na wrogów równie
pysznych co niegodziwych, których nie można ułagodzić i doprowadzić do pokoju żadnym
godziwym sposobem, żadną skromnością, żadnymi moimi prośbami, jeżeli nie rozleją krwi,
nie poszarpią wnętrzności i nie złamią karku. Pokładając mą ufność w najpewniejszej obronie
Boga i Jego Świętych oraz w ich niezawodnej pomocy, jestem pewien, że oni swą mocą i swym
wstawiennictwem osłonią mnie i mój lud i nie pozwolą, bym ja i mój lud uległ, przemocy
tak straszliwych wrogów, u których raz po raz zabiegałem o pokój. Nie ociągałbym się go
zawrzeć i w tej chwili, byleby tylko mogło do niego dojść na sprawiedliwych warunkach.
Cofnąłbym wyciągniętą do walki rękę nawet teraz, chociaż widzę, że niebo tymi mieczami,
któreście przynieśli, najwyraźniej wróży mi zwycięstwo w walce. Nie pretenduje zaś wcale
do wyboru pola bitwy, ale jak przystało chrześcijanowi i chrześcijańskiemu królowi,
zostawiam to Bogu, pragnąc mieć takie miejsce do walki i taki wynik wojny, jak w dniu
dzisiejszym wyznaczy mi Boże miłosierdzie i los, ufając, że niebo położy kres zawziętości
krzyżackiej tak, że dzięki temu zostaje pokonana - w tej chwili i na przyszłość - ich tak
niegodziwa i nie do zniesienia pycha. Niebo bowiem, jestem tego pewien, poprze słuszniejszą sprawę.
Na polu bowiem, które depczemy, na którym trzeba stoczyć walkę, wspólny i sprawiedliwy
sędzia wojny Mars zetrze i upokorzy zuchwalstwo moich wrogów, co wynosi się aż pod niebo.
Spodziewam się, że w obecnym starciu Bóg przyjdzie z pomocą mnie i mojemu wojsku".
Dwa wspomniane miecze wysłane z pychy przez krzyżaków królowi polskiemu są do dnia
dzisiejszego przechowywane w skarbcu królewskim w Krakowie, by ciągle na nowo
przypominać i świadczyć o pysze i klęsce jednej strony, a pokorze i triumfie drugiej".
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Władysław Jagiełło daje sygnał do walki
Włożył hełm na głowę i w imię Pańskie ruszywszy na
czele wojska do walki, nakazał, by zagrano pobudkę i by rycerze wszczęli bój.
Najłagodniejszy król nawet teraz,
wśród szczęku oręża i dźwięku surm, zabiegał, zaiste, o sprawiedliwy wyrok, gotów
odłożyć oręż, byleby można było zawrzeć pokój na sprawiedliwych warunkach.
Ale po wysłuchaniu obelżywych i bezczelnych słów poselstwa krzyżackiego, widząc, że próżne
są jego wysiłki, skoro Krzyżacy obnoszą się z taką pychą, zmienił plan i porzucił wszelką
nadzieję zawarcia pokoju, nadzieję, którą żywił do tej godziny. Był to, zaiste, najlepszy król, który
pokonywał swych wrogów nie tyle mieczem, ile łagodnością i sprawiedliwością, walcząc raczej ofiarami
i modlitwą niż strzałami.
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Grunwald 2006
Postanowiono, że król polski Władysław nie stanie w
żadnym określonym szeregu jakiejś chorągwi, ponieważ z największą troską i gorliwością strzeżono
wówczas jego głowy i życia.
Postanowionoby król zatrzymał się
w odległym i bezpiecznym miejscu, nie widocznym nie tylko dla wrogów, ale nawet dla swoich,
otoczony znacznym oddziałem doborowej straży i rycerzy.
W oddziałach swojej straży, miał mały proporzec, na którym znajdował się herb biały orzeł,
a który nosił Mikołaj Morawiec z Kunaszówki, herbu Powała. Oddział straży
liczył 60 kopii rycerskich. Znaczniejszymi strażnikami królewskiej osoby byli następujący rycerze:
rodzony siostrzeniec króla, książę mazowiecki Siemowit Młodszy, syn Siemowita Starszego,
stryjeczni bracia króla, książę litewski Fieduszko, czyli Teodozjusz (21), mający nie do
pogardzenia oddział spośród krewnych. Również podkanclerzy Królestwa Polskiego,
późniejszy arcybiskup gnieźnieński Mikołaj z domu Trąba, Zbigniew z Oleśnicy herbu Dębno,
późniejszy biskup krakowski i kardynał, Jan Mężyk z Dąbrowy herbu Wadwic, późniejszy wojewoda lwowski,
pan czeski Jan Solawa z rodu Towaczów, Bieniasz Wierusz z Białej, senior pokojowców królewskich
z domu Wieruszów, późniejszy podskarbi Królestwa Polskiego Henryk z Rogowa herbu Działosza,
Zbigniew Czajka z Nowego Dworu herbu Dębno, który niósł włócznię królewską, Piotr Medolański
z domu, który ma w herbie dwa lemiesze połączone ze sobą szczytami na niebieskim polu, [...]
Czech Jan Sokół i wielu innych. Wielki książę litewski Aleksander Witold, zostawiając strzeżenie
swej głowy i ciała wyłącznie Bogu, z niewielką drużyną i bez żadnej straży, osobistej biegał
na wszystkie strony pomiędzy całym wojskiem tak polskim, jak i litewskim, zmieniając raz po raz konie,
przywracając porządek w rozbitych szeregach, wznawiając w wielu miejscach w wojsku litewskim walkę
i głośnym rozdzierającym wołaniem powstrzymując na próżno ucieczkę swych wojsk.
Najemnicy czescy Bez zezwolenia i wiedzy króla wycofało się 300 zaciężnych czeskich, nie wiadomo,
czy ze strachu, czy też przekupieni przez wrogów.
"Wiem - powiada do nich podkanclerzy - że król wypłacił wam hojnie wszystko, coście wysłużyli i nawet wcześniej,
nimeście wysłużyli i do waszego obecnego odejścia nie skłoniła was krzywda, na którą winniście
byli przedtem wnieść natychmiast zażalenie do króla i doradców, ale bojaźń i opieszałość,
gdyście się dowiedzieli, że król stoczy dziś walkę z wrogami". To przemówienie jak silny bicz
uderzyło w Czechów do tego stopnia, że zaniechawszy zamiaru odejścia, wrócili do obozu króla,
który pozostawili, i z rycerzami królewskimi pospieszyli do walki, by wkrótce zetrzeć się z wrogami.